Wakacje - WAK---AAA---cje

Do tego roku już chyba tradycją był nasz wyjazd na wspólne, rodzinne wakacje nad morze. Ani się człowiek nie obejrzał, a dzieci wyrosły i zapragnęły pojechać na swój urlop z rówieśnikami. Uspokoiłem obawy żony, bo przecież kiedyś muszą się usamodzielnić i trzecia klasa ogólniaka to najwyższy czas, by zacząć pomału zwijać parasol ochronny. Przecież rok, dwa i tak wyjadą na studia, więc moja żona wyraziła zgodę, acz bardzo niechętnie. Od tych wakacji w sposób naturalny umarła nasza rodzinna tradycja. I my i dzieci na wypoczynek zaczęliśmy jeździć osobno. Kartka z napisem
Wakacje dotarła na jeden dzień przed przyjazdem naszych pociech, co i tak do końca nie uspokoiło mojej żony. Jeszcze kilka miesięcy po wakacjach zerkała dyskretnie na brzuch naszej Grażyny, ale się przed tym nie przyznawała nawet przede mną. Zacząłem więc pracę u podstaw nad moją żoną. Pewne rzeczy są ochronne, a stałymi zabiegami o dobro dzieci, tak naprawdę można je troszkę uwstecznić. Kota też zagłaskać można na śmierć.